Lekarze mają swoją zasadę “Primum non nocere”. A rodzice i nauczyciele – czyli osoby edukujące dzieci?
Też mają! Właśnie odkryłam kilka zdań, które są czystą esencją właściwego podejścia do nauczania i wychowania. To prawdziwe złoto!

 

Jak i gdzie odkryłam skarb

Często tak mam z książką, że czytam, czytam, popadam w marazm i tu nagle trrrrrrrach! Jedno zdanie, jakiś fragment trafiający w mój czuły punkt, i już ciśnienie wzrasta. Tak było i tym razem.

Dryfując po lekturze “Prawa naturalne dziecka” Celine Alvarez, gdzieś tak w połowie, pojawiły mi się słowa tak piękne, że zeszkliły mi się oczy ze wzruszenia. Dlaczego? Bo były sensem, sednem i drogowskazem przebywania z dzieckiem. Jednak prostota i idealizm tego przesłania, chyba na zasadzie kontrastu z moją rzeczywistością, pokazały mi jak często, w przypływie negatywnych emocji, daleka jestem od takiego podejścia do dzieci…

 

Świat idealny

A w idealnym świecie Alvarez podejście do dziecka powinno wyglądać tak:

Nie wiem, jakie tajemnice kryje twoja świetlista osoba. Niewiele rozumiem z tego, jak funkcjonujesz, ale wiem, że twoja inteligencja jest ogromna, uporządkowana i wybitna. Będę ci służyć za przewodnika i baczyć na to, by ten skarb nigdy nie został zdeptany. Nie wiem, jakie kryjesz talenty, ale będę przy tobie, by pomóc ci je odkryć.

Złoto, prawda?

 

Zejdźmy na ziemię…

Myślisz: ale czy to w ogóle wykonalne – takie nastawienie? Weźmy pierwszy lepszy przykład szkolny. Dziecko kolejny raz przynosi słabą ocenę. Nauczyciele skarżą się, że przeszkadza na lekcjach, zaczepia inne dzieci. Znowu gdzieś posiał czapkę – już trzecia w tym sezonie. A ja mam usiąść w kwiat lotosu i wygłaszać w myślach mantrę o jego świetlistej osobie i wybitnej inteligencji?!

Tak, przynajmniej spróbuję. Może obejdzie się bez kwiatu lotosu, ale powtarzanie sobie powyższych słów, a przede wszystkim wiara w nie, niesamowicie podniosą jakość życia mojego dziecka.
No bo zobacz sama:

 

Czy to wina dziecka?

Zawsze widzimy tylko fragment rzeczywistości i nigdy nie znamy całego obrazu. A jeśli naprawdę jest tak, że państwowy system edukacji nie jest przystosowany do większości dzieci? I to nie wina maluchów, że są kinestetykami, którzy nie umieją przyswajać wiedzy siedząc sztywno w ławce? A może materiał kierowany do ogółu jest dla nich za prosty i daltego przeszkadzają na lekcji – z nudów? Syn gubi czapki? A ile razy zdarzyło mi się zgubić gdzieś telefon czy zostawić w sklepie rękawiczki??

 

Tak czy siak to chyba niewykonalne

Zgadzam się, że w negatywnych emocjach trudno jest myśleć o dziecku jako o świetlistej, wybitnej jednostce. Bardzo trudno, a czasem jest to po prostu dla nas nierealne. Po co więc tworzyć zasady i podejścia, skoro nie będziemy ich przestrzegać?

Ano po to, żeby mieć punkt odniesienia, do którego możemy się w trudnych momentach, lub zaraz po nich, odwołać. I co z tego, że złamiemy zasady, że damy plamę na całej linii, że nawrzeszczymy, że puszczą nam nerwy i będzie nam wstyd za to, jak się zachowaliśmy w stosunku do naszego dziecka? Ważne, że pojawiła się chwila refleksji. Ważne, że się zatrzymaliśmy i przypomnieliśmy te złote słowa. Być może następnym razem zareagujemy inaczej. Serio, trzymam za nas (rodziców i nauczycieli) kciuki.

To co? Kto ze mną wiesza słowa Celine Alvarez na lodówkę?

 

Przyłącz się do rozmowy! 2 komentarzy

  1. Ja! I chyba pozwolę sobie wykorzystać ten cytat na przedszkolnej uroczystości niebawem 😀 Pięknym było by umieć tak zawsze reagować, być takim rodzicem, nauczycielem. Ale myślę, ze można/ warto/ trzeba próbować. Najwyżej sie potkniemy (ja z pewnością), ale może choć w 1% nam wyjdzie. 1% sukcesu. Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka.

    Odpowiedz
    • Dokładnie tak myślę. I staram się też nie biczować strasznie, kiedy puszczą mi nerwy i zareaguję na coś zbyt ostro. Wtedy po prostu: ochłonięcie, refleksja i „przepraszam”.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *