Kiedy podczas warsztatów “Rodzicielstwo bliskości dla profesjonalistów” z Agnieszką Stein, wzięłam do ręki jedną ze stojących na półce książek – zamarłam:
“Karm dziecko piersią! Noś dziecko przy sobie! Śpij z dzieckiem!” – czytam, i czuję narastające rozczarowanie.
“Spokojnie, Justyna, to dość stara książka” – mówi Agnieszka – “W rodzicielstwie bliskości ważne jest coś zupełnie innego…”
A co jest w nim ważne? Dlaczego RB jest cudowną ideą? Na jakie nieprawdziwe informacje o RB trafiłam do tej pory? Zapraszam do lektury.

 

Nowość w Polsce

Rodzicielstwo bliskości trafiło do Polski całkiem niedawno, ale tak naprawdę znane jest na świecie od setek, a może i tysięcy, lat. Tylko wiecie – jak coś nie ma nazwy i definicji, to tak jakby nie istniało. I o to zdefiniowanie pokusił się amerykański pediatra William Sears, a całe rzesze rodziców podchwyciły jego podejście.

 

Co to jest rodzicielstwo bliskości

Rodzicielstwo bliskości to nie metoda wychowawcza. To koncepcja, podejście, które zdecydowanie warto stosować w wychowaniu. Opiera się ono głównie na intuicji rodzica w rozpoznawaniu i zaspokajaniu potrzeb dziecka (ale nie kosztem własnych potrzeb!) oraz, przede wszystkim, na budowaniu silnej więzi emocjonalnej z dzieckiem.

 

Paradoks

Na temat bliskościowych rodziców krąży wiele nieprawdziwych informacji. I tu pojawia się paradoks. Bo właśnie mówienie o tym, czym RB nie jest, pozwala lepiej zrozumieć czym ono w istocie jest. I gdzie kryje się jego prawdziwa wartość.

A mówi się, że…

 

…rodzicielstwo bliskości, to takie “bezstresowe wychowanie”

Nie wiem co oznacza termin bezstresowe wychowanie. Ale domyślam się, że kiedy ktoś używa go w zanczeniu negatywnym, to rodzic występuje tu w roli jadącego spychacza. Kiedy tylko widzi sytuację potencjalnie stresogenną dla swojej pociechy, od razu uruchamia silnik i spycha ją z pola widzenia. Albo zasłania dziecku oczy, zakrywa uszy, mówi: “nic się nie stało, o popatrz tam leci motylek”.

Rodzicielstwo bliskości nie ma nic wspólnego z takim podejściem. Głównie dlatego, że życie bez stresu nie istnieje. Owszem bliskościowi rodzice starają się nie dokładać maluchom napięć i nerwów jako metody wychowawczej. Jednak przede wszystkim uczą dzieci (bez względu na ich wiek), jak radzić sobie ze stresem.

 

…chusta, wspólne spanie i cyc to podstawa rodzicielstwa bliskości

Jednym słowem: jak tego nie stosujesz, to nie jesteś bliskościowym rodzicem. Kompletna bzdura. Większości z wymienionych warunków nie spełniłam, kiedy moje dzieci były małe. Nie oznacza to, że nie zbudowałam z nimi bliskiej więzi.

Noszenie w chuście, usypianie, karmienie piersią i inne praktyki zbliżające fizycznie (a pośrednio emocjonalnie) rodzica do dziecka są jak najbardziej wskazane. Jednak na pewno nie stanowią obowiązku. W rodzicielstwie bliskości NIC nie jest koniecznością. Jedyną przewodniczką jest intuicja rodzica. I jeśli ona podpowiada mamie, że chusta nie zrobi dla relacji z maluszkiem nic dobrego, a wręcz wywoła frustrację, to należy zapomnieć o chuście. I tyle.

 

…dzieci bliskościowych rodziców są rozpieszczone

Jeśli “rozpieszczenie” zdefiniujemy jako “artykułowanie swoich potrzeb”, to jest to prawdą. Bliskościowe dzieci mówią o swoich potrzebach. Ale jeśli rozwiniemy definicję rozpieszczenia do “artykułowanie swoich potrzeb, bez uwzględniania potrzeb innych”, to zdecydowanie nie będzie to prawdą.

Podstawą rodzicielstwa bliskości jest uważność na drugiego człowieka. W relacji rodzic – dziecko, potrzeby każdej ze stron są tak samo istotne. Dorosły nie może rezygnować z siebie, aby “dogadzać” maluchowi. Bo to wywoła w nim frustrację, która z kolei odbije się na innych. Warto pamiętać, że każdą potrzebę można zaspokoić na wiele sposobów. Często udaje się znaleźć taką metodę, która jest dobrym rozwiązaniem i dla rodzica i dla dziecka.

 

…dzieci bliskościowych rodziców są głośne

“To jakieś w ogóle dzikusy. Strach takie uczyć, bo na głowę wlazą” – usłyszałam kiedyś od nauczycielki, która odrzuciła propozycję pracy w bliskościowej szkole, chociaż nawet tam nie pojechała.

Domyślam się, że nie ma badań nad stopniem głośności dzieci z bliskościowych rodzin. Mogę jedynie stwierdzić, że akutat te dzieci, które znam, są bardzo spokojne. Ostatnio rozmawiałam też ze znajomą lektorką angielskiego, która miesiąc temu rozpoczęła pracę w przedszkolu leśnym “Puszczyk” pod Białymstokiem. A tam, jak łatwo się domyślić, panuje “epidemia” podejścia bliskościowego. Kiedy spytałam tę znajomą o jej wrażenia, to pierwsze, co mi powiedziała brzmiało:
“Jestem kompletnie zaskoczona. Jakie te dzieci są spokojne i ciche!”

 

Na zakończenie

Mitów na temat rodzicielstwa bliskości jest wiele. Najlepiej, tak jak ze wszystkim, sprawdzać wiarygodność każdej informacji. A gdzie sprawdzać?

W Polsce najbardziej znaną popularyzatorką idei rodzicielstwa bliskości jest Agnieszka Stein . I od niej warto zacząć. Z całego serca polecam Ci bloga, książki, szkolenia i filmy na You Tube z udziałem Agnieszki Stein. Jej poglądy mocno wpłynęły na moje podejście do wychowania dzieci. I jestem za to ogromnie wdzięczna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *