Załatwianie się w obcych miejscach to, wbrew pozorom, niezwykle częsty i bardzo silny czynnik stresujący u dzieci (u dorosłych zresztą też). Toaleta przedszkolna, łazienka szkolna, akademik, domek letniskowy, samolot, restauracja, mieszkanie znajomych – każde z tych miejsc to potencjalny stresor dla osób mających trudność z tytułowym “robieniem kupy poza domem”. Czy można coś z tym zrobić?

 

Dlaczego to problem

Czy wiesz, co oznacza skrót JSTS, tak chętnie niegdyś promowany (nawet na ubraniach!) przez grupę artystyczną Fair Play Crew? Oznacza to (pardon my language):

Jak Stał – Tak Srał.

I rzeczywiście, są ludzie, dla których wypróżnianie się nie stanowi żadnego zmartwienia. Ot – jest potrzeba – jest działanie. Koniec.

Jest jednak cała masa tych, nieco bardziej sfrustrowanych defekacją. Dlaczego? Powodów może być wiele, ale najczęstszym wydaje się wstyd przed dźwiękiem i nieprzyjemnym zapachem tej czynności.

 

Pani dyrektor robi kupę – czyli kogo dotyczy sedesowy problem

Dorosłym łatwiej niż dzieciom poradzić sobie z niedogodnościami wynikającymi z załatwianiem się w nieoswojonych miejscach. Jednak to nie oznacza, że problem u nich nie występuje.

Grzegorz Kasdepke w książce dla dzieci o emocjach pt. “Tylko bez całowania” w niezwykle obrazowy sposób przedstawia uczucie wstydu w przedszkolu:

Nagle drzwi łazienki otworzyły się i wyjrzała zza nich… pani dyrektor.
– Lepiej tu na razie nie wchodźcie – chrząknęła zawstydzona.
– Dlaczego? – zaciekawił się Grześ.
– Po prostu nie wchodźcie – powiedziała pani dyrektor i czmychnęła do swojego gabinetu.

Uczucie zakłopotania pani dyrektor jest UNIWERSALNE. Może dotyczyć zarówno przedszkolaka, jak i jego opiekuna. Kasdepke jasno sygnalizuje małemu czytelnikowi: wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy podobnie, bez względu na wiek i status. Pani dyrektor też może się krępować robienia kupy w przedszkolu.

 

 

Zdzisław Beksiński – artystom też się zdarza

Innym dorosłym – tym razem z realu – któremu stres sedesowy pokrzyżował wiele planów, był polski artysta o międzynarodowej sławie, Zdzisław Beksiński. Nie latał samolotem. Unikał podróży, wernisaży i wystaw. A jedną z jego traum życiowych był remont łazienki w mieszkaniu i związana z nim konieczność załatwiania się do wiadra. Kto wie, być może jego sława byłaby większa za życia, gdyby nie ta bolączka?

 

W przedszkolu

Wróćmy do dzieci. W przedszkolnych łazienkach najczęściej spotkamy się z wydzielonymi kabinami do załatwiania swoich potrzeb. Jednak ze względów bezpieczeństwa i łatwiejszego utrzymania higieny, kabiny te na ogół nie mają drzwi. Czasem są zasłonki. Takie rozwiązanie może utrudniać wypróżnianie się niektórym dzieciom.

“Najgorzej jest we wrześniu i październiku – mówi mi znajoma nauczycielka wychowania przedszkolnego – kiedy dzieci nie są jeszcze zaadaptowane do nowego miejsca. Maluchy mają trudności i z robieniem kupy, i z robieniem siku. U starszych raczej tylko kupa bywa problematyczna. Jednak w większości przypadków, po okresie adaptacji, problem znika.”

Ale jak się okazuje – nie zawsze i nie do końca. Dzieci z barierą przed załatwianiem się w przedszkolu, po prostu tego w nim nie robią. “Niosą kupę” do domu.

 

W szkole

Toalety szkolne z reguły pozostawiają wiele do życzenia, jeśli chodzi o zapewnienie intymności. Kabiny są zwykle “zawieszone” nad podłogą, a ich wysokość to wysokość drzwi. Z łatwością więc koledzy czy koleżanki mogą zajrzeć do środka, jeśli tylko mają taką fantazję. Kabiny często nie są zamykane na haczyk czy zamek, co potęguje stres związany z tym, że w trakcie załatwiania się drzwi mogą zostać otwarte.

W toaletach dla chłopców bywa jeszcze trudniej. Tam trafiamy na ścianę z pisuarami (sikanie zbiorowe też może być stresujące!), a na większe potrzeby mamy tylko jedną kabinę. I to nie zawsze zamykaną na zamek.

Nic więc dziwnego, że, jak usłyszałam od pewnej pani psycholog, zdarzają się dzieci, które nie chcą chodzić do placówki tylko ze względu na niezamykającą się toaletę i brak w niej intymności. Dotyczy to zarówno szkół, jak i przedszkoli.

 

 

Zamknięte koło stresu

W codzienności pozaprzedszkolnej i pozaszkolnej dzieci też są narażone na stres związany z robieniem kupy poza domem. I często my, rodzice, nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo one na tym cierpią. Czasem przybiera to wręcz postać zamkniętego koła stresu. Wyobraźmy sobie taką sytuację z pozycji dziecka.

Idę z rodzicami do znajomych. Mają pewnie jedną toaletę dla wszystkich – myślę. A co będzie jak mi się zechce kupę i będę musiał ją u nich zrobić? I ktoś wejdzie po mnie do łazienki?! I poczuje ten brzydki zapach?

Już sama ta myśl o wizycie u znajomych powoduje silny stres. Zdenerwowanie się nasila wraz z zaistniałą sytuacją. Stres wywołuje biegunkę. A ta, konieczność skorzystania z obcej toalety. Realizuje się więc scenariusz, którego dziecko tak bardzo się obawia.

 

Co możemy zrobić

Na pewno unikać toalet z lustrami weneckimi zamiast ścian – tak modnych od wielu lat w klubach w Łodzi. Byliście w takiej? Załatwiasz się, a tu cała sala ludzi przed tobą (lub pod tobą – kiedy to podłoga jest lustrem weneckim). Brrrr!

A mówiąc poważnie, najistotniejszym czynnikiem redukującym stres wydalania produktów przemiany materii wydaje się oswojenie toalety. Jeśli dziecko (czy też dorosły) poczuje się w niej wystarczająco intymnie i komfortowo – problem może zniknąć.

 

Co oznacza oswojenie toalety?

Toaleta ułatwiająca wypróżnianie się, a więc oswojona, to toaleta:

  • do której dziecko już się przyzwyczaiło, a więc czuje się w niej bezpiecznie,
  • czysta, i przede wszystkim:
  • zapewniająca maksimum intymności.

 

Jakie konkretne działania podjąć?

 

  • Warto porozmawiać z dyrekcją szkoły o dostosowaniu toalet szkolnych – niech będą zamykane i trudniej dostępne dla oczu koleżanek i kolegów. Zbyt radykalne posunięcie? Być może, ale pamiętajmy, że jeśli nikt nie poruszy tej kwestii, to będzie uznana za nieproblematyczną. Jeśli natomiast zbierze się kilka głosów – coś może się zmienić.
    I zresztą już się zmienia. Ostatnio słyszałam o ogólnopolskiej akcji zmieniania toalet szkolnych, organizowaną przez jeden z koncernów. Może warto się pod nią podpiąć?
    A swoją drogą, to zawsze zastanawiało mnie dlaczego kadra szkolna ma bardziej intymne i higieniczne warunki do załatwiania swoich fizjologicznych potrzeb niż uczniowie… Czyżby nawet WC było symbolem hierarchii nauczyciel – uczeń?

 

  • W szkole dobrym rozwiązaniem może być też zasugerowanie dziecku z takim dyskomfortem, aby wychodziło do toalety podczas lekcji. Być może nie jest to mile widziane przez nauczycieli, ale może zapewnić więcej intymności w toalecie (będzie przynajmniej cicha i pusta).

 

  • Przedszkole – jeśli tu nie da się niczego zmienić w kabinach, na przykład ze względów bezpieczeństwa, to poproś nauczycielkę, aby pomogła ci rozwiązać ten problem. Może pilnowanie, aby nikt nie wchodził do łazienki, kiedy dziecko się załatwia?

 

  • Podczas planowania wakacji, warto wybierać miejsca pobytu z toaletą w pokoju. Dziecku zdecydowanie łatwiej będzie przyzwyczaić się do łazienki “na wyłączność” rodziny, niż ogólnodostępnej, do której w każdej chwili może wejść nieznajoma osoba.

 

  • Przed wizytą u znajomych obserwuj zachowanie dziecka. Prawdopodobnie sama rozmowa, okazanie empatii czy też zapewnienie, że w razie kłopotów żołądkowo –jelitowych wrócicie do domu, wystarczą do uspokojenia dziecka i zredukowania toaletowego stresu.
    Na marginesie dodam, że są dzieci, które już w maleńkości, mając potrzebę intymności podczas robienia kupy, same potrafią sobie z nią poradzić. Pamiętam 2 letnie dziecko znajomych, załatwiające się jeszcze do pampersa. Jednak kiedy czuło potrzebę zrobienia kupy, zawsze chowało się za zasłoną w pokoju. I kiedy ci zanjomi przyszli do nas z wizytą, to mama dziecka pierwsze co powiedziała po wejściu: Jak to dobrze, że macie zasłony w salonie – będziemy mogli dłużej zostać!

 

Podsumowując

Mamo, tato, warto zdać sobie sprawę, że załatwianie się poza domem może stanowić naprawdę poważny problem dla twojego dziecka. Jeśli go zauważysz, to postaraj się nie bagatelizować. Zadbaj o intymność tej czynności, kiedy tylko jest to możliwe. A przede wszystkim, standardowo, pogadaj z dzieckiem na ten temat. Samo empatyczne słuchanie z pewnością podsunie ci różne rozwiązania.

A skąd to wszystko wiem?

Bo pisałam to ja – Justyna, która w dzieciństwie miała ogromną „kupową” traumę i w dorosłości postanowiła nieco bardziej zgłębić temat tego stresora u dzieci.

 

Przyłącz się do rozmowy! 2 komentarzy

  1. Moje dzieci jakiś czas temu przyznały ze nie robią kupy w przedszkolu / szkole. Nigdy! Ale nie wiem czy maja traumę czy dyskomfort bo jak jesteśmy u babci albo w gościach to pierwsze co robią to… wiadomo…

    Odpowiedz
    • He, he, to z pewnością nie trauma 🙂 Ale zobacz, że coś w tym jest: u babci pełen komfort, a w placówce blokada.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *