wegetarianizm zero waste

 

Moda? Trochę długo to trwa – więc nie sądzę. Jestem wegetarianką od 25 lat. A od pół roku praktykuję weganizm. I jak na razie jest mi z tym dobrze. A co mnie skłoniło do pożegnania się ze schabowymi w wieku 16 lat? Co jest motywatorem, aby cały czas taką dietę utrzymywać? Już mówię.

 

Dawno, dawno temu…

Kiedy byłam mała, lodówkę w naszej kuchni zawsze wypełniało po brzegi mięso: kiełbasy własnej roboty, wędliny, peklowane szynki oraz (jak to nazywałam) surowe cićki. A ja skrupulatnie wycinałam z plastrów polędwicy wszystkie żyłki, skórki i przebarwienia. Po czym kładłam to, co pozostało, na kanapkę i pokrywałam centymetrową warstwą majonezu. A najlepiej jeszcze liść sałaty pomiędzy – żeby nie było widać i czuć. Chyba więc od początku nie przepadałam za mięsem.

 

Bunt

Wiek szesnastu lat to okres buntu – wiadomo. Pewnie wiele czynników miało wpływ na moją ówczesną decyzję, ale najcięższy kaliber miał jeden. Obejrzałam film o rzeźni. Rozpłakałam się. Po czym oświadczyłam rodzinie, że “więcej tego syfu nie wezmę do ust”.

  • Zachorujesz!
  • Umrzesz!
  • Skąd weźmiesz białko?
  • Nie stać nas, żeby szukać jakichś wymyślnych zastępników!
  • Kto ci będzie gotował?!

Jednym słowem – łatwo nie było. Zarówno dla mnie, ale przede wszystkim dla, ogarniętych strachem o zdrowie swojego dziecka, rodziców (dziękuję, że to jakoś przetrwaliście ☺)

 

Lata 90-te

Powiedzieć, że lata 90-te (kiedy to zostałam wegetarianką) były trudne dla jaroszy, to tak jak nic nie powiedzieć. W branży spożywczej nie było dosłownie niczego, co mogłoby kompensować bezmięsną dietę. Jedynym produktem sojowym, dostępnym w pojawiających się dopiero sklepach samoobsługowych, były płaty sojowe, kostka sojowa i granulat sojowy – wszystko smakowało jak tektura. Co pozostało? Ser zółty – który, zgodnie z aktualną na tamten okres dostępną mi wiedzą, był najlepszym źródłem białka dla wegetarian. Śmieszne co?

No, ale przejdźmy do moich powodów niejedzenia mięsa. Podkreślam: MOICH. Bo każdy może mieć inne motywy przejścia na dietę roślinną. A więc odpowiadam na pytanie, które z czystej ciekawości zadają mi znajomi:

Dlaczego nie jesz mięsa?

 

Powód 1 – Brak logiki w zabijaniu.

Załóżmy taką całkowicie hipotetyczną sytuację, że aby człowiek mógł przetrwać, musi jeść mięso, bo inaczej zachoruje i umrze. W takim scenariuszu instynkt samozachowawczy pewnie działałby we mnie inaczej. Stałabym przed wyborem: zwierzęta albo ja – ktoś musi umrzeć. Być może wówczas moje decyzje żywieniowe byłyby inne.

Jednak, skoro mamy niepodważalne dowody na to, że dieta wegańska jest w pełni wystarczająca do życia, to po co zabijać, jeśli można nie zabijać? W tym kontekście śmierć zwierząt wydaje się po prostu niepotrzebna, zupełnie zbędna.

 

Powód 2 – Jestem obrzydliwa.

Mój tato miał taki żart. Mawiał:

– Jak mucha pływa w zupie, to ja tej zupy już nie zjem – taki jestem obrzydliwy!

Mam podobnie – jestem “obrzydliwa na mięso”. Wkładanie kawałka czyjegoś ciała do ust – zbyt mocno działa na moją wyobraźnię. Szynka to przecież, nie przymierzając, czyjś tyłek… I kiedy myślę o tym, jak to coś miałoby wędrować przez moje jelita… No, po prostu mówię: NIE.

 

Powód 3 – Globalna ekonomia.

Spójrzmy na ziemię jako całość. Nasza planeta jest tak skonstruowana, że ma wystarczająco dużo zasobów, potrzebnych do wyżywienia wszystkich ludzi. Jednak człowiek (a raczej bogatsze kraje) gospodaruje tymi zasobami w sposób rozrzutny i nieekonomiczny. Nie bierze pod uwagę ani potrzeb żywieniowych wszystkich ludzi żyjących na ziemi, ani tego, co się z ziemią stanie za kilkadziesiąt lat, kiedy tych zasobów zabraknie. Smutne, ale prawdziwe.

Do uprawy roślin, przeznaczonych do bezpośredniego spożycia przez człowieka, zużywa się dużo mniej gruntów, wody i energii, niż do produkcji mięsa. Żeby wyprodukować mięso potrzebne są najpierw zasoby do uprawy roślin przeznaczonych na wyżywienie zwierząt hodowlanych, a później zasoby do utrzymywania samej hodowli.
Obliczono, że obszar wielkości dwóch boisk do piłki nożnej wyżywi jedną osobę na diecie mięsnej. Podczas gdy ten sam obszar wykarmi aż czternaście (!) osób rocznie na diecie roślinnej. Robi wrażenie, prawda?

 

weganizm

 

Powód 4 – Mięso jest niezdrowe.

Zgodnie z moją wiedzą na ten temat, mięso z masowej produkcji jest obecnie bardzo niezdrowe. Zawiera antybiotyki i hormony, które są podawane zwierzętom w pokarmie. Hormony podaje się, aby zwierzęta szybciej rosły i przybierały na masie. Antybiotyki mają zapobiegać rozprzestrzenianiu się chorób wśród zwierząt hodowanych na niewielkich powierzchniach w przeliczeniu na ich ilość. Nie muszę chyba dodawać, że antybiotyki i hormony, podawane zwierzętom i trafiające do naszych trzewi z ich mięsem, nie są substancjami obojętnymi dla naszego organizmu. Przecież normalnie nie bierzemy leków, kiedy nie jesteśmy chorzy. Bo, jak wiadomo, nie istnieją leki bez skutków ubocznych.

Jest oczywiście opcja jedzenia mięsa z ekologicznych hodowli, które nie stosują chemii (lub stosują w niewielkim zakresie). Stanowią one jednak nikły procent rynku. Dlatego dostępność ekologicznego mięsa jest dość mocno ograniczona. Jego cena to również dla wielu czynnik zaporowy. Jest ona dwu, a czasami i trzykrotnie wyższa od mięsa kupionego w hipermarkecie. Dla przykładu: za 1 kg ekologicznych udek kurczaka zapłacimy około 45,00 zł, a ekologiczny schab pieczony to kwota 70,00 zł za kilogram.

 

Powód 5 – Okrucieństwo.

Warunki hodowli i sposób uboju zwierząt to chyba najistotniejszy dla mnie motywator. Jak pamiętasz, to właśnie film z rzeźni był iskrą zapalną do mojego wegetarianizmu. Wiem też, że osoby jedzące mięso najbardziej drażni poruszanie właśnie tego tematu – niehumanitarnej masowej hodowli zwierząt i sposobu ich zabijania. I nic dziwnego. Bo widok kotleta na talerzu jest całkiem w porządku. Ale już widok drogi tego kotleta na talerz niekoniecznie. Kiedy jemy mięso, wolimy nie myśleć o tym, czego nie widać. Ja jednak myślę i dlatego mam przed mięsem blokadę.

 

To by było na tyle. Zdaję sobie sprawę, że o każdym z wymienionych powyżej powodów dałoby się napisać spory elaborat i okrasić opasłą bibliografią. Ale kto w czasach smartfonizacji przeczytałby 100-stronicowy wpis na blogu? Dlatego dla osób zainteresowanych podaję poniżej kilka referencji w tym temacie.

Mam nadzieję, że zainspirowałam Cię do przemyśleń i, jeśli jesz mięso, to choć trochę zredukujesz jego ilość w swojej diecie. A jeśli nie jesz, to mam nadzieję, że też przeczytałaś/eś wpis z zainteresowaniem i może pokusisz się o napisanie w komentarzu swoich powodów przejścia na dietę roślinną? Są podobne do moich czy kompletnie różne? Bardzo chętnie je poznam!

 


Referencje:

Po zapoznaniu się z setkami materiałów na temat diet roślinnych w ciągu ostatnich 25 lat, najbardziej polecam na początek taką oto skróconą listę referencyjną:

  1. “Wege. Dieta roślinna w praktyce”, Iwona Kibil. To książka napisana przez doświadczoną dietetyczkę, z kilkustronicowymi bibliografiami do każdego rozdziału. Bardzo naukowe, obiektywne podejście do tematu. ,Przedstawia nie tylko zalety, ale też zagrożenia weganizmu.
  2. “Nowoczesne zasady odżywiania. Przełomowe badanie wpływu żywienia na zdrowie”, T.Colin Campbell. To też książka bazująca na twardych danych, napisana przez biochemika żywienia. Campbell opisuje wyniki swojego badania na 6,5 tys. mieszkańców 65 chińskich i tajskich prowincji. Ciekawa historia, bo autor wychował się na wsi, na przysłowiowej jajecznicy z bekonem. A potem, kiedy poznał wyniki swoich badań, został weganem. Ja po przeczytaniu jego badań – również 🙂
  3. “What You Eat Matters” To film dokumentalny, przedstawiający wpływ diety mięsnej i wegańskiej na zdrowie i środowisko. Robi wrażenie i mocno daje do myślenia.
  4. Jadłonomia autorstwa Marty Dymek. I też książki kucharskie (jak do tej pory dwie części) pod tym samym tytułem. Marta Dymek to jedna z pierwszych osób, które mocno przyczyniły się do popularyzacji weganizmu w Polsce. Bardzo dobre przepisy i miłość do gotowania bijąca już od pierwszego zetknięcia z autorką.
  5. ErVegan autorstwa Eryka Wałkowicza. Tu podobnie: polecam i stronę i jego dwie książki kucharskie. Wypróbowałam sporo przepisów i się nie zawiodłam. Warto dodać, że Eryk Wałkowicz jest z wykształcenia dietetykiem.

Jeśli chcesz coś dodać od siebie do moich referencji – napisz koniecznie w komentarzu. Z góry dziękuję!

Przyłącz się do rozmowy! 6 komentarzy

  1. Myślę że nie jest to moda, po prostu ludzie żyją inaczej niż 20-30 lat temu, mamy szerszy dostęp do informacji i jesteśmy bardziej świadomi tego co się dzieje gdzieś indziej, nie tylko w naszym najbliższym otoczeniu. Zgadzam się z tym co napisałaś. Szczerze mówiąc dziwi mnie, dlaczego mimo tej jakże powszechnej wiedzy, ludzie wciąż dokonują takich a nie innych wyborów. Nie mówię tu o jedzeniu mięsa w ogóle, ale o tym jakie ono jest i ile się go spożywa. Jak napisałaś, jest to z wielu powodów niezdrowe, dla nas, środowkska, itp. Ale myślę ze ludzie jedzą, bo tak jest im najłatwiej- mogą najeść się do syta, nie muszą kombinować z nowymi przepisami. Częściowo rozumiem, częściowo nie. Nie pojmuję przysługiwania się do takiego okrucieństwa wobec siebie i innych z własnego lenistwa czy ignorancji. Ja ograniczyłam mięso kilka lat temu, szczególnie w dwóch ostatnich latach. Jem tylko czasem kiedy wracam do rozdziców, bo nie chcę ‚wybrzydzać’ kiedy jest już obiad dla całej rodziny. Poza tym wiem doskonale skąd pochodzi to mięso, w jakich warunkach hodowane są zwierzęta. Może nie jest to 100% etyczne, natomiast i tak daje mi to dużą satysfakcję, wiem też, że jestem na dobrej drodze do całkowitej rezygnacji z tego pokarmu.

    Odpowiedz
    • Dziękuję Paula za ten komentarz. To rzeczywiście może być kluczowy w dzisiejszych czasach argument: wygoda. Bo tak zdroworozsądkowo patrząc, to mnóstwo argumentów zgodnie z obecnie dostępną wiedzą, przemawiałoby za tym, żeby mięsa nie jeść, albo choćby ograniczyć do minimum. Czyżby to było prawdą, że ludzie z natury są leniwi? Hmmm. Bardzo nie chciałabym tak myśleć…

      Odpowiedz
  2. Gratuluję konsekwentności Justyna. Inspirujący blog. Fajnie, że zakończyłaś referencjami bo można i trzeba temat zgłębiać. Dzięki i powodzenia!

    Odpowiedz
    • MIĘSOŻERNY Maćku 🙂 ogromne dzięki za miłe słowa! Tobie również powodzenia w zgłębianiu tematu. Bo, niezależnie od efektów tego zgłębiania (you know what I mean 🙂 ), temat wpływu odżywiania na nasze życie jest przeciekawy! Ściskam!

      Odpowiedz
  3. Dziękuję za ten post.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *